Handel hebanem
Handel „hebanem" pozostawił ciemną plamę na historii paru zachodnich narodów, ale nie one jedne ponoszą za to winę. Największe obrzydzenie wzbudzają niewątpliwie czarni kacykowie z zachodniego wybrzeża Afryki. Ich ekspedycje urządzały dosłownie polowania na ludzi jak na zwierzynę łowną, otaczały wioski i masakrowały wszystkich tych, którzy chcieli im się wymknąć. Tak po j mani mężczyźni, kobiety i dzieci byli doprowadzani w więzach do „barracoonów" znajdujących się na wybrzeżu i tam wyczekiwali na statki handlarzy. Kacykowie uzyskiwali w ten sposób olbrzymie zyski, no bo przecież żywy towar tyle ich kosztował, ile wynosiły koszty polowania. W barracoo-nach urządzali niczym nieskrępowane orgie, pławiąc się w pijaństwie i rozpuście, ale skoro tylko w grę wchodziły interesy — stawali się natychmiast niezwykle przytomni. „Przewodnik handlowy", wydany właśnie w tym okresie, kiedy „L'Affricain" udawał się do Gwinei, przestrzegał kapitanów w sposób następujący: „Dowodzący statkiem oficer musi być jednocześnie handlowcem i dyplomatą i w dodatku musi posiadać doskonałą znajomość wybiegów oraz obyczajów dzikusów zamieszkujących te okolice. Może on spotkać się z konkurencyjnymi statkami operującymi w tych samych stronach, a w takim wypadku zawsze lepiej jest zawrzeć z ich kapitanami układ, żeby uniknąć anormalnego podbijania cen »sztuk kretonu«. Żeby dobrze odegrać swoją rolę, trzeba mieć zawsze możność dokonywania dużych zakupów, kiedy ilość zaofiarowanych do sprzedaży czarnych jest obfita".