Niebo jest takze atlantykiem

Dzisiaj pasażerowie olbrzymich Boeingów lecących ponad Atlantykiem nie zastanawiają się dłużej niż przez kilka minut, że znajdują się nad tym, a nie nad innym oceanem. Na wysokości dwunastu tysięcy metrów obszar wodny jest anonimowy i ledwo widoczny, filmy zaś wyświetlane na pokładzie sprawiają, że podróż przeżywa się gdzie indziej i nie ma już przestrzeni, lecz pozostał jedynie czas trwania przelotu. To oddalenie się od rzeczywistości będzie jeszcze większe na pokładach samolotów ponaddźwiękowych bez iluminatorów. A tymczasem kapitanowie, piloci i nawigatorzy tych samolotów stale mają świadomość, że znajdują się nad Atlantykiem. Nad tym Atlantykiem, który ma swoje jet-streams, czyli prądy powietrzne na dużej wysokości, oraz swoje humory atmosferyczne, z którymi muszą się liczyć nawet samoloty o pilocie automatycznym. Właśnie z tym Oceanem Atlantyckim, niepodobnym do żadnego innego, musieli walczyć pierwsi mężczyźni i pierwsze kobiety, którzy dokonali pierwszych przelotów. Lord NorthclifFe, niesłychanie bogaty właściciel dzienników Times i Daily Maił obiecał nagrodę wysokości dziesięciu tysięcy funtów pierwszemu lotnikowi, który przeleci przez Atlantyk w jednym lub drugim kierunku, „bez lądowania i w czasie krótszym niż 72 kolejne godziny". Dwaj zdemobilizowani brytyjscy lotnicy postanowili spróbować szczęścia: John Alcock, lat dwadzieścia osiem, były kapitan-pilot, bon vivant pełen dynamizmu, oraz Arthur Whitten Brown, lat trzydzieści cztery, eks-porucznik-nawigator, nieśmiały, lekko utykający po wypadku, gdyż był zestrzelony ze swoim samolotem w 1915 roku. Dwaj lotnicy wystartowali z Nowej Fundlandii 14 czerwca 1919 roku. Przelot z zachodu na wschód uchodził za znacznie łatwiejszy z powodu przeważającego kierunku wiatrów.